Czy pokazując młodym ludziom broń, oswajamy ich z zabijaniem?

Taki komentarz pojawił się pod jedną z publikacji opisujących działalność CSJ i ukazujących fotografie młodych uczestników zajęć w naszym Centrum. I właściwie od niego zaczęła się myśl o napisaniu tego tekstu.
Nie dlatego, że chcemy odpowiadać jego autorowi albo kogokolwiek przekonywać, że nie ma prawa tak myśleć. Wręcz przeciwnie. Ten komentarz bardzo dobrze pokazuje problem znacznie szerszy niż jedna internetowa dyskusja.
Dlaczego widok dziecka i broni tak łatwo uruchamia skojarzenie z zabijaniem?
Skąd bierze się przekonanie, że pokazanie młodemu człowiekowi broni, wyjaśnienie jej działania i nauczenie zasad bezpieczeństwa jest czymś jakościowo innym niż uczenie go bezpiecznego korzystania z samochodu, noża, narzędzi czy zasad zachowania podczas pożaru?
I przede wszystkim — skąd właściwie czerpiemy wiedzę, na podstawie której wydajemy takie oceny?
Dla ogromnej części społeczeństwa kontakt z bronią palną kończy się na filmach, serialach, grach komputerowych i wiadomościach o wojnach, zamachach czy przestępstwach. Jeśli przez lata oglądamy broń niemal wyłącznie w rękach ludzi strzelających do innych ludzi, bardzo łatwo zbudować proste równanie:
broń = zabijanie.
Tylko że to równanie mówi więcej o sposobie, w jaki pokazuje nam się broń, niż o rzeczywistości.
I właśnie dlatego w Centrum Strzeleckim Jammas stworzyliśmy program „Odczarowywanie broni”.
Nie po to, żeby namawiać dzieci do strzelania.
Nie po to, żeby wychowywać przyszłych klientów sklepu.
I nie po to, żeby przekonywać wszystkich, że powinni posiadać broń.
Chodzi o coś znacznie prostszego: zastąpienie skojarzeń wiedzą.
Na przeszkoleniu młodzieży nie zbudujemy szybkiej sprzedaży. Kilkunastoletni uczestnik zajęć nie wyjdzie z nich i nie kupi pistoletu. Z biznesowego punktu widzenia znacznie łatwiej byłoby przeznaczyć ten czas na działania skierowane do ludzi, którzy już posiadają pozwolenia i mogą dokonywać zakupów.
Mimo tego robimy takie zajęcia.
Bo uważamy, że jako podmiot bardzo aktywnie funkcjonujący w branży mamy również inną rolę niż tylko sprzedaż sprzętu.
Chcemy budować świadomość.
I dotyczy to zarówno młodzieży, która broń zna głównie z ekranów, jak i dorosłych, którzy właśnie otrzymali pozwolenie i stoją przed swoim pierwszym zakupem.
Samochód może zabić. Dlaczego więc uczymy dzieci prowadzić?
Samochód jest jednym z najbardziej użytecznych narzędzi współczesnego świata, a jednocześnie niewłaściwie użyty może odebrać życie w kilka sekund.
Mimo tego nie uznajemy nauki jazdy za „oswajanie z zabijaniem”.
Rodzice pozwalają młodym ludziom poznawać samochód, przygotowują ich do egzaminu, uczą przewidywania sytuacji na drodze i odpowiedzialności za kilka ton rozpędzonej masy.
Dlaczego?
Ponieważ rozumiemy różnicę pomiędzy narzędziem a sposobem jego użycia.
Podobnie jest z boksem. Dziecko uczące się zadawać ciosy nie jest przygotowywane do atakowania ludzi na ulicy. Uczy się sportu, dyscypliny, kontroli emocji i funkcjonowania według zasad.
Pokazujemy dzieciom, jak bezpiecznie posługiwać się nożem, mimo że nóż może zabić. Uczymy je korzystać z ognia, chociaż ogień może spalić dom. Odbywamy szkolenia BHP I PPOZ nie po to, żeby rozwijać zainteresowanie wypadkami, ale dlatego, że znajomość zagrożenia zmniejsza ryzyko.
Dlaczego więc w przypadku broni palnej tak często próbujemy zastosować zasadę odwrotną?
Jeżeli my nie wyjaśnimy broni, zrobi to Hollywood
Możemy nie rozmawiać z młodymi ludźmi o broni. Możemy jej nie pokazywać. Możemy uznać, że to temat przeznaczony wyłącznie dla dorosłych.
Problem polega na tym, że młody człowiek i tak będzie miał z nią kontakt.
Tyle że przez ekran.
A ekran pokazuje broń w sposób niemający wiele wspólnego z rzeczywistością. Bohater trafia podczas biegu, przeciwnik po jednym strzale efektownie pada, magazynki zdają się nie mieć końca, a celne strzelanie nie wymaga treningu.
W grach jest jeszcze prościej: broń staje się przedłużeniem kursora.
Jeżeli właśnie to pozostawimy jako podstawowe źródło wiedzy, trudno później dziwić się skojarzeniu:
człowiek z bronią = ktoś, kto za chwilę będzie strzelał do ludzi.
„Odczarowywanie broni” ma ten obraz rozebrać na części.
Pokazujemy prawdziwą broń. Tłumaczymy, jak jest zbudowana, jak działa, co powoduje oddanie strzału, jaką energię posiada pocisk i dlaczego jeden błąd może mieć nieodwracalne konsekwencje.
Broń przestaje być filmowym artefaktem „plującym ogniem”.
Staje się mechanizmem.
Ale jednocześnie nie znika respekt.
I tak właśnie powinno być.
Odczarować nie oznacza zbagatelizować.
Najpierw bezpieczeństwo, później strzelanie
Jednym z największych nieporozumień dotyczących edukacji strzeleckiej jest przekonanie, że jej głównym celem jest nauczenie człowieka trafiania do celu.
Z naszej perspektywy najważniejsze jest coś zupełnie innego.
Najpierw trzeba nauczyć człowieka jak nie zrobić krzywdy sobie ani innym.
Dlatego zaczynamy od zasad bezpieczeństwa, BLOS-u, kierunku lufy, pracy na języku spustowym, sprawdzania stanu broni oraz świadomości tego, co znajduje się przed celem i za nim.
W przypadku młodzieży wykorzystujemy multimedialny trenażer i laserowe odpowiedniki broni. Uczestnik może zobaczyć, jak wygląda obsługa pistoletu czy karabinka, nie mając kontaktu z ostrą amunicją.
To jest praktyczna edukacja o bezpieczeństwie.
Nie nauka zabijania.
Jeżeli młody człowiek kiedyś przypadkowo znajdzie broń albo zobaczy ją w miejscu, w którym jej się nie spodziewał, chcemy, żeby jego reakcją nie była ciekawość wynikająca z tajemnicy.
Chcemy, żeby wiedział:
nie dotykam, nie manipuluję, nie kieruję lufy, informuję osobę dorosłą albo odpowiednie służby.
Samo „nie wolno” jest dużo słabszym zabezpieczeniem niż „wiem, dlaczego nie wolno”.
Broń w Polsce przestała być niszą
Ten temat ma dziś również zupełnie inny wymiar niż kilkanaście lat temu.
W Polsce znajduje się już ponad milion legalnie zarejestrowanych egzemplarzy broni. Środowisko strzeleckie dynamicznie rośnie, podobnie jak liczba osób uprawiających sport, kolekcjonujących broń czy rozwijających się w innych kierunkach związanych ze strzelectwem.
Dla nas nie są to wyłącznie statystyki.
My tych ludzi spotykamy każdego dnia.
To lekarze, przedsiębiorcy, nauczyciele, mechanicy, informatycy, funkcjonariusze, prawnicy, pracownicy biurowi, studenci i emeryci. Dwudziestolatkowie i ludzie po siedemdziesiątce.
Z wieloma klientami jesteśmy po imieniu. Spotykamy ich na zawodach, targach, szkoleniach i strzelnicach. Rywalizujemy, wymieniamy doświadczenia, rozmawiamy o sprzęcie i technice.
I właśnie z tej perspektywy można zobaczyć coś, czego często nie widać z zewnątrz.
Polskie środowisko strzeleckie jest niezwykle różnorodne, ale jednocześnie bardzo mocno oparte na dyscyplinie i odpowiedzialności.
Nie widzimy społeczności zbudowanej wokół „kozaczenia” i komunikatu:
„mam broń, więc uważaj”.
Widzimy raczej kulturę, w której jeden nieodpowiedzialny ruch na osi zostaje natychmiast zauważony, a bezpieczeństwo jest pilnowane przez wszystkich.
To nie znaczy, że każdy posiadacz broni jest idealny. W żadnej dużej grupie społecznej nie istnieje taki standard.
Ale ponad milion legalnie zarejestrowanych egzemplarzy broni w kraju również czegoś nas uczy.
Nasze ulice nie zamieniły się w Dziki Zachód!
I właśnie dlatego edukacja młodzieży staje się coraz ważniejsza
Jeżeli liczba legalnie posiadanej broni w społeczeństwie rośnie, rośnie również prawdopodobieństwo, że człowiek kiedyś zetknie się z nią poza filmem.
To nie znaczy, że mamy przyzwyczajać dzieci do widoku broni.
Nie chcemy, żeby stała się dla nich przedmiotem obojętnym.
Chcemy natomiast, żeby nie uruchamiała automatycznie paniki.
Jeżeli młody człowiek przypadkowo zauważy broń przy kimś na ulicy, sama jej obecność nie oznacza jeszcze, że widzi przestępcę przygotowującego się do ataku.
Może widzieć funkcjonariusza, pracownika ochrony albo legalnego posiadacza.
Świadomy człowiek nie powinien jednak ani lekceważyć sytuacji, ani automatycznie wpadać w panikę.
Powinien oceniać przede wszystkim zachowanie człowieka i kontekst.
Ostrożność — tak.
Respekt — zawsze.
Panika — nie.
To jest właśnie świadomość sytuacyjna.
Problem z wiedzą nie kończy się po uzyskaniu pozwolenia
Co ciekawe, podobny problem obserwujemy również po drugiej stronie.
Przychodzi do nas człowiek, który właśnie otrzymał pozwolenie na broń. Formalnie może kupić swój pierwszy pistolet.
I nagle trafia w środek ogromnego rynku.
Dziesiątki marek. Setki modeli. Promocje. Rankingi. Influencerzy. Fora internetowe. Opinie kolegów. Marketing producentów.
Każdy przekonuje, że właśnie jego rozwiązanie jest najlepsze.
Dla doświadczonego użytkownika sporo z tych komunikatów można szybko odfiltrować.
Dla osoby kupującej pierwszą broń — znacznie trudniej.
Najlepszy spust.
Najbardziej niezawodny pistolet.
Model służbowy.
Największa promocja.
„Najlepszy wybór na pierwszą broń”.
Tylko że zanim zaczniemy odpowiadać na pytanie co kupić, trzeba odpowiedzieć na pytanie po co?:
- Do sportu?
- Rekreacji?
- Noszenia?
- Nauki?
- Kolekcji?
Jak duże dłonie ma użytkownik? Jak radzi sobie z określonym systemem spustowym? Czy planuje optykę? Jak ważna jest dostępność magazynków i części? Jak często będzie trenował?
Nie istnieje jeden „najlepszy pistolet”.
Istnieje pistolet lepiej lub gorzej dobrany do konkretnego człowieka i jego potrzeb.
I właśnie dlatego programy szkoleniowe CSJ kierujemy nie tylko do ludzi, którzy nigdy wcześniej broni nie widzieli.
Chcemy edukować również tych, którzy już weszli do środowiska.
Czasem najlepszą sprzedażą jest brak sprzedaży
Może to brzmieć dziwnie w artykule publikowanym przez firmę zajmującą się między innymi handlem bronią, ale zależy nam również na tym, żeby klient czasami niczego od razu nie kupił.
Jeżeli nie wie jeszcze, czego potrzebuje, dużo rozsądniej jest najpierw zdobyć wiedzę.
Przetestować kilka rozwiązań.
Porozmawiać z instruktorem.
Zrozumieć różnice.
Dopiero później wyjąć portfel.
Bo człowiek, który kupił broń tylko dlatego, że była w promocji albo ktoś w internecie powiedział, że „to obecnie najlepszy model”, może przez przypadek kupić świetnie.
Ale może również przez lata posiadać sprzęt, który kompletnie nie odpowiada jego potrzebom.
Nam zależy na świadomym użytkowniku.
Bo świadomy klient podejmuje lepsze decyzje zakupowe, ale przede wszystkim staje się również bezpieczniejszym strzelcem.
CSJ nie chcemy budować wyłącznie jako sklepu
Centrum Strzeleckie Jammas jest biznesem i nie udajemy, że jest inaczej.
Sprzedajemy.
Szkolimy.
Prowadzimy rusznikarnię.
Organizujemy wydarzenia.
Ale wraz z rozwojem tego projektu coraz mocniej zależy nam na tym, żeby CSJ było również miejscem wymiany wiedzy.
Takim, do którego można przyjść i powiedzieć:
„Nie znam się. Chcę zrozumieć”.
Bez wstydu.
Bez konieczności udawania eksperta.
Bez przekonania, że każde pytanie musi zakończyć się zakupem.
To dotyczy młodzieży poznającej podstawy bezpieczeństwa.
Rodziców, którzy nigdy wcześniej nie mieli kontaktu z bronią.
Człowieka idącego pierwszy raz na strzelnicę.
Świeżego posiadacza pozwolenia.
I doświadczonego strzelca, który chce nauczyć się czegoś nowego.
Dlatego „Odczarowywanie broni” traktujemy szerzej niż tylko nazwę jednego szkolenia.
To dobrze opisuje część naszej idei.
Oddzielać fakty od mitów.
Pokazywać, zanim zaczniemy oceniać.
Tłumaczyć, zamiast straszyć.
Uczyć odpowiedzialności, zamiast zostawiać człowieka z filmowym wyobrażeniem.
Wróćmy więc do pytania z początku
„Oswajanie z zabijaniem?”
Nie.
Oswajanie z rzeczywistością.
Jeżeli po zajęciach młody człowiek rozumie, że broń nie jest zabawką, wie jak się przy niej zachować, zna podstawowe zasady bezpieczeństwa i potrafi odróżnić Hollywood od rzeczywistości — osiągnęliśmy swój cel.
Jeżeli kiedyś zostanie strzelcem — świetnie.
Jeżeli nigdy więcej nie będzie chciał mieć z bronią nic wspólnego — również dobrze.
Pozostanie wiedza.
A na wiedzy dotyczącej bezpieczeństwa naprawdę nie warto oszczędzać.
Bo nie każde dziecko uczące się bezpiecznie korzystać z noża zostanie kucharzem.
Nie każde dziecko poznające zasady ruchu drogowego zostanie kierowcą rajdowym.
I nie każdy młody człowiek poznający zasady bezpiecznego obchodzenia się z bronią zostanie żołnierzem czy strzelcem.
Ale każdy z nich może kiedyś znaleźć się w sytuacji, w której właśnie ta wiedza okaże się potrzebna.
Dlatego w CSJ nie chcemy jedynie sprzedawać broni. Chcemy również uczyć, czym ona naprawdę jest.
Bo świadomość nie zwiększa zagrożenia.
Świadomość pozwala je rozpoznać.







