Shot Show 2026 – relacja

Jak co roku w styczniu odbywają się największe targi broni Shot Show w Las Vegas i jak co roku Jammas aktywnie w nich uczestniczy. Wbrew oklepanym sloganom o wielkich kontraktach, nowościach, walkach importerów o producentów i producentów o dystrybutorów, nasza obecność skupiona jest przede wszystkim na wykorzystaniu momentu, w którym w jednym miejscu możemy spotkać się, porozmawiać, zjeść wspólną kolację czy napić się piwa, jeśli nie ze wszystkimi, to przynajmniej z większością naszych zagranicznych partnerów i przyjaciół. Oczywiście to moment i miejsce, w którym również prowadzimy rozmowy biznesowe, przygotowujemy przetargi, zawieramy nowe kontrakty i „wertujemy” nowości. Nie jest to jednak nadrzędny cel. To, co daje „największy power do działań”, to wymiana pomysłów i wspólne cele, wzajemne nakręcanie się, zarówno w relacji z producentami o zasięgu globalnym, jak i z mniejszymi manufakturami. Za każdą wielką i małą firmą kryją się ludzie. Osoby z wielką pasją, które łączą siły z najlepszymi w branży, żeby tworzyć produkty, projekty i społeczność, a nie tylko patrzeć na słupki w Excelu.

Shot Show 2026 zaczął się dla nas w poniedziałek, 19 stycznia, od tzw. Range Day. Ten dzień jest przepełniony wydarzeniami organizowanymi na strzelnicach w Vegas i okolicy – co w przypadku Stanów Zjednoczonych zawsze oznacza dojazd kilkadziesiąt mil. Dlatego mimo kilku otrzymanych zaproszeń spędziliśmy ten dzień tylko na dwóch strzelnicach: Staccato Vegas i American Shooters.

Około 50 mil na zachód od słynnego Stripu, tuż przy granicy z Kalifornią, znajduje się przepięknie położona, ogromna strzelnica Staccato Vegas. Obiekt robi wrażenie od pierwszej chwili. Jest potężny! Umożliwia w jednym czasie strzelać tysiącom strzelców i nikt nikomu nie przeszkadza.

Osie są przepastne, długie i szerokie, a przy tym bardzo zróżnicowane: od dynamicznych torów w kanionach, przez długodystansowe cele na otwartej pustyni, aż po zorganizowane osie z całą infrastrukturą, sklepem, bankiem, „remontem drogi” czy całe osiedla przygotowane pod konkretne treningi dla służb. Z punktu do punktu poruszamy się autem, w przeciwnym wypadku nie starczyłoby dnia, żeby zobaczyć wszystkie jej zakątki. Całość jest czysta, świeża i świetnie zorganizowana, a efekt wizualny potęgował widok pięknych gór dookoła.

Event tego dnia zgromadził mnóstwo wystawców. Każdy z nich miał swoje stanowisko na osiach, żeby dać możliwość testowania broni albo akcesoriów. Strzelanie w full-auto czy z .50 BMG mogłoby wydawać się atrakcją samą w sobie. A co, jeśli dodam, że na strzelnicy jest lądowisko dla helikopterów i odbywają się strzelania m.in z miniguna, z pokładu helikoptera, do celów ukrytych na pustyni? I co najciekawsze, to nie jest „atrakcja na Shot Show”, tylko normalna pozycja w portfolio strzelnicy.

Kilka godzin tam spędzonych i w głowach tylko jedno: jak to wszystko zaimportować do “LAS JAMMAS” w Łomiankach 😉

Drugą część dnia spędziliśmy z Sons of Liberty Gun Works w obiekcie American Shooters. To miejsce łączy sklep, strzelnicę i klub strzelecki. Oferta sklepu była skoncentrowana na produktach sprawdzonych, dobrych jakościowo i markowych. 90% asortymentu pokrywało się z tym, co mamy w Strefie Celu, a po kilku zdaniach było jasne, że właściciel, podobnie jak Jammas, wyznaje prostą zasadę: na półce ma tylko to, co sam rekomenduje. Nie eksperymentuje na klientach, nie goni trendów bez weryfikacji i nie ulega pokusom niskich cen kosztem bezpieczeństwa i własnej renomy. Tym bardziej, że mając własną strzelnicę, codziennie patrzy w oczy klientom, którzy siłą rzeczy strzelają z tego, co im sprzedał.

Sama strzelnica: kryta, tarczociągi, lejkowy kulochwyt, dobre wygłuszenie i świetna wentylacja. Czysto i schludnie. Standard porównywalny z dobrymi polskimi i europejskimi krytymi strzelnicami. A atmosfera? Otwarta, bez zadęcia, autentyczna.

Sons of Liberty Gun Works dzięki transparentności stworzyło społeczność ludzi, którzy utożsamiają się z marką, jej produktami i twórcami. Producent realnie wchodzi w interakcje z użytkownikami. Zbiera pomysły, testuje, wdraża i weryfikuje rozwiązania w praktyce. To dało się wyczuć na strzelnicy, a potem jeszcze mocniej po wszystkim, kiedy na zaproszenie SOLGW poszliśmy do pobliskiej knajpy weteranów. Świetnie spędzony czas wśród ciekawych osób, a samo miejsce jak muzeum: pełne symboli, zdjęć i historii. Jeśli będziecie w okolicy, warto odwiedzić American Legion Paradise Post 149 & The Leatherneck Club.

Godzina ósma, wtorek 20 stycznia. Na Stripie tłum, a wszyscy przechodnie idą w tym samym kierunku. Tak wygląda pierwszy dzień targów Shot Show. Odbieramy identyfikatory i zaczynamy lawinę spotkań

Przy odbiorze identyfikatorów zaliczyliśmy też mały targowy klasyk. Latamy na Shot Show od lat z zaproszenia Ambasady Stanów Zjednoczonych, ale też dostajemy dodatkowe zaproszenia bezpośrednio od producentów i czasem system potrafi się w tym pogubić.. W tym roku jeden z nas wylądował w systemie jako… wystawca 5.11 z Costa Mesa w Kalifornii. Brzmi dumnie, wyglądało jeszcze lepiej na identyfikatorze, ale oczywiście szybko to odkręciliśmy i wróciliśmy do właściwej wersji. Zdjęcia są 😉

Kolejnym punktem programu było spotkanie z IWI US. 

IWI jako „firma matka” ma izraelskie pochodzenie i w Polsce bywa to dziś tematem kontrowersyjnym. Pojawia się narracja o „niekupowaniu izraelskiej broni”, jakby miało to realne znaczenie dla tego, czym jest dany produkt i kto go faktycznie wytwarza. Tym bardziej, że część modeli powstaje w 100% w Stanach Zjednoczonych i z Izraelem nie ma już nic wspólnego w sensie produkcyjnym, tak samo jak sama marka nie ma żadnego wpływu na decyzje rządu w sprawie wojny.

Zresztą IWI US właśnie domknęła budowę nowej fabryki, mniej więcej trzykrotnie większej niż dotychczasowa i komunikuje kierunek: przenoszenie większości produkcji do USA, również po to, żeby uniezależnić się od niestabilności regionu. Dla nas ma to bardzo praktyczny wymiar: usprawni import do Polski, bo w wielu przypadkach omijamy długotrwałe procedury związane z licencjami reeksportowymi. Amerykański oddział jest też wyraźnie bardziej skoncentrowany na rynku cywilnym, co otwiera przestrzeń na konstrukcje dotąd mniej eksponowane przez IWI. Widzieliśmy prototyp modelu, który prawdopodobnie pojawi się jeszcze w tym roku choć z oczywistych względów na tym etapie nie możemy zdradzić więcej. Ponadto pojawiają się ciekawe tematy, jak choćby potencjał platform w .22 LR.

Amerykański oddział IWI, wie jak robić produkt wojskowy na rynek cywilny. Doskonałym przykładem jest Zion-15: projekt w całości amerykański, zbudowany na wojskowym know-how, ale z cywilną logiką priorytetów. Zamiast “upiększać”, podnieśli zapas wytrzymałości tam, gdzie to kluczowe: materiał, grubość i wzmocnienia w newralgicznych punktach. Efekt to  jeden z najbardziej trwałych i niezawodnych AR-15 w tej półce cenowej. Sukces sprzedażowy w USA, Polsce i kilku krajach europy.

To, co możemy zapowiedzieć już dziś, to podnoszenie kompetencji wybranych polskich dealerów IWI. Planowana jest wizyta delegacji rusznikarzy i szkoleniowców z IWI Academy, którzy w naszej rusznikarni, sali szkoleniowej CSJ i na strzelnicy przekażą maksymalnie dużo praktycznej wiedzy, podnosząc świadomość i jakość obsługi po stronie sprzedawców. Korzystając z okazji, nie wykluczamy również podstawowych szkoleń z obsługi oraz spotkań dla fanów marki i aktualnych użytkowników produktów IWI. Bądźcie gotowi w najbliższe wakacje.

A jeśli chodzi o nowości produktowe, na radarze mamy na pewno strzelbę Mafteah, Zion-25 oraz Jericho J941 FS ORP. Część z tych pozycji powinna być dostępna w Polsce jeszcze w pierwszym kwartale 2026r.

Kolejny przystanek stoisko 5.11. Opowiadanie o tym, co 5.11 oferuje w Stanach, to trochę jak lizanie cukierka przez szybkę. Europejskie regulacje, certyfikacje i cała biurokratyczna warstwa „dopasowania do rynku” sprawiają, że spora część oferty po prostu nie ma szans legalnie i sensownie trafić do Europy. Limitowane serie jak choćby produkty sygnowane tytułem kultowej gry Battlefield 6, prezentują się świetnie, robią robotę marketingowo i wizualnie, ale dla nas na tym etapie pozostają głównie materiałem na zdjęcia i inspiracje.

Nie wszystko da się przeskoczyć, natomiast 5.11 jest jedną z tych firm, które mimo skali korporacji budują realną siłę na ludziach i komunikacji. I to czuć w rozmowach. Nawet pojedynczy głos select premium dealera z Polski jest wysłuchany z uwagą, a dyrektor generalny potrafi usiąść z Jammas do stołu i omówić, jak równy z równym, projekt zmian, które mają być korzystne dla wszystkich, a przede wszystkim dla naszych klientów. Szczegółów na razie nie wypada mi zdradzać, ale miłośnicy 5.11 i stali klienci marki z dużym prawdopodobieństwem sami zauważą różnicę, gdy tylko uda się to wdrożyć.

Stoisko Sons of Liberty Gun Works w tym samym miejscu, tej samej wielkości i z bardzo podobną liczbą odwiedzających jak w ubiegłych latach. A mam wrażenie, że frekwencja byłaby jeszcze większa, gdyby tylko dało się „upchnąć” tam więcej osób. Mówiąc zupełnie serio: dobić się do wystawy karabinów przez tłum na stanowisku to realne wyzwanie. I właśnie w takich sytuacjach najlepiej widać popularność SOLGW na rodzimym rynku.

Karabiny MK1 są dostępne mniej więcej od pół roku, a wciąż budzą zainteresowanie jak w dniu premiery. Dla Sons of Liberty to oczywiście sukces, ale jednocześnie potężne wyzwanie. Na tym etapie mierzą się już nawet z nielegalnymi kopiami ASG z dalekowschodniej Azji, ale to i tak drobiazg w porównaniu z tym, co najbardziej boli: zaległościami produkcyjnymi. Nie da się z dnia na dzień podwoić wydajności, jeśli jednocześnie chce się utrzymać tę samą, ekstremalnie rygorystyczną kontrolę jakości. Dziś mówimy o kilkuset karabinach w opóźnieniu, a patrząc na tłumy na Shot Show można założyć, że zamówień raczej przybędzie niż ubędzie.

Na szczęście nasze najbliższe zamówienie dla Jammas jest już prawie gotowe i spodziewamy się dostawy być może jeszcze w lutym. Kolejne zlecenie produkcyjne uruchamiamy już teraz, żeby po prostu wpisać się w kolejkę.

Nawiązując do relacji i przyjaźni w biznesie, nie sposób nie wspomnieć o Rounded by Concealment Express. W naszym przypadku „biznes” stał się tu kompletnie drugoplanowy i dzieje się trochę przy okazji. W zasadzie się bawimy, a nie pracujemy. No chyba, że ktoś pod hasłem „praca” ma przyjemne skojarzenia, wtedy jak najbardziej.

Od pierwszych wspólnych kroków było dla nas jasne, że kabury tego producenta wykraczają ponad standard wykonania tak zwanych „naleśników”. I co ważne: mimo że już wtedy trzymali bardzo wysoki poziom, cały czas coś ulepszają. Słuchają sugestii, wyciągają wnioski i poprawiają detale, które dla użytkownika robią realną różnicę.

W asortymencie Rounded pojawi się nowy standard kabur, który wyprze dużą część dotychczas dostępnych modeli na boczny tor. Łączyć ma cechy charakterystyczne kabur wewnętrznych i zewnętrznych oraz dawać użytkownikowi możliwość dopasowania jej do różnych potrzeb np. poprzez możliwość stosowania różnych montaży w tym m.in. systemów QLS Safarliland, Tek-Mount od Bladetech czy RTI firmy G-Code. Dopełnieniem nowości była prezentacja prototypów kabur level 2 i 3 oraz różne opcje dla użytkowników pistoletów z latarkami.

W kilku poprzednich edycjach Shot Show firma Mantis pokazywała kolejne odsłony prototypów, które miały doprowadzić do treningów w systemie mieszanej rzeczywistości. No i w końcu jest. Projekt dojrzał do formy „gotowego produktu”, przynajmniej według samego Mantisa. My swoją ocenę wystawimy niebawem, kiedy system pojawi się w naszym demo center. I tu najważniejsze: właśnie to udało się ustalić podczas tegorocznego spotkania – pierwszy model przeznaczony do testów i sprzedaży w Europie trafi właśnie do nas, i będzie u nas również normalnie dostępny w sprzedaży.

Uczciwie: to raczej produkt dla bardzo wymagających, zamożnych, albo zorganizowanych sekcji treningowych i klubów, bo nie jest to tania rzecz. Natomiast dobra wiadomość jest taka, że niezależnie od tego, czy planujecie zakup od razu, zawsze będzie można przyjść, zobaczyć, przetestować i realnie ocenić, czy to rozwiązanie ma sens w Waszym treningu.

Za tempem, w jakim Mantis rozwija swoje trenażery strzeleckie, trudno nadążyć. Spotykamy się średnio raz na kwartał. Na zmianę my jedziemy do nich, oni przyjeżdżają do nas, a i tak mam wrażenie, że to wciąż za rzadko. Jeszcze nie opadł kurz po absolutnym sukcesie premiery TytanX w listopadzie 2025 (Mantis obiecuje wysłać uzupełnienie na początku marca) a już pokazują coś, co naszym zdaniem ma potencjał na kolejny hit. Widzieliśmy przedpremierowy prototyp i działa świetnie. Na tym etapie nie możemy zdradzić nic więcej. Trzymajcie kciuki za premierę na Enforce Tac oraz IWA 2026.

Przy okazji Mantis dorzuca też drobne, ale bardzo sensowne nowości w aplikacji, takie rzeczy, które w praktyce robią różnicę w codziennym użyciu. Szczegóły? Jak chcecie je poznać, po prostu wpadnijcie do naszego demo center w CSJ Łomianki.

Skoro jesteśmy przy skróconych wiadomościach i aktualnościach od naszych najbliższych kanałów dystrybucyjnych, musimy wspomnieć o BUL Armory. Co prawda ich stoisko w USA było przygotowane przede wszystkim pod rynek amerykański, a nasze „właściwe” spotkanie planujemy dopiero na IWA. Niemniej to ci sami ludzie, te same relacje i nie sposób nie podejść, nie przywitać się i nie pogadać. W końcu znamy się i współpracujemy już od dziesięciu lat.

Podobnie jak w przypadku SOLGW, stoisko BUL Armory zawsze jest oblegane. Te pistolety niezmiennie robią furorę i to wcale nie przez chwilową modę, tylko przez to, co czuć w rękach: jakość spasowania elementów i płynność pracy zamka. Na Shot Show 2026 pokazali modułowe spusty. Naszą uwagę przyciągnął szczególnie wariant z wyciętym językiem pod jeden palec. Na zdjęciach nie robi wielkiego wrażenia, ale pod palcem odczucia są naprawdę ciekawe. Najlepsze jest to, że jeśli chcemy inny profil, nie musimy rozbierać pistoletu. Z punktu widzenia użytkownika pistoletu 2011: świetna sprawa.

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, spodziewamy się dostawy w pierwszym kwartale 2026 modeli Tac oraz Blaze, i jest duża szansa, że uda się do tej partii dołożyć właśnie te modułowe spusty. A w egzemplarzach wyprodukowanych w 2026 roku mają one już wchodzić jako wyposażenie standardowe.

I jeszcze jedno, o czym łatwo zapomnieć, kiedy człowiek opisuje same hale i stoiska: spora część Shot Show dzieje się po targach. Bankiety, kolacje, spotkania „bez agendy” to tam często poznaje się ludzi, z którymi później robi się najlepsze projekty. Trafiliśmy na bankiet 5.11 i poznaliśmy mnóstwo ciekawych osób. Było dużo śmiechu, luzu i rozmów, których nie da się zrobić na stojąco między alejkami. Z Rounded by Concealment Express byliśmy na kolacji w brazylijskim BBQ, a jakby tego było mało, w tej samej knajpie spotkaliśmy chłopaków z BUL Armory. I to jest właśnie Vegas: setki, jeśli nie tysiące miejsc do wyboru, a finalnie i tak lądujesz przy tym samym stole z ludźmi, których znasz z drugiego końca świata. Przypadek? Może. Ale takie „przypadki” na Shot Show zdarzają się podejrzanie często.

Shot Show 2026 to prawie 2800 wystawców, ponad 77 000 m² i ponad 22 km alejek. Cztery dni, w których nie da się zobaczyć wszystkiego, a tym bardziej z każdym porozmawiać tyle, ile by się chciało. To intensywny czas – pozytywny, ale wymagający.

Ten skrót to tylko mały raport, żeby zabrać Was na chwilę za kulisy i odczarować mit „biznesów pod krawatami”. Za markami są ludzie. I to relacje z ludźmi – nie bannery, nie slogany – budują rzeczy, które potem trafiają na półkę, na strzelnicę i do Waszych rąk.

Czy przywieźliśmy coś nowego? Przywieźliśmy dobrą energię i kilka naprawdę fajnych projektów do rozwinięcia. A sensacje? Pewnie jakieś będą, ale to nie ten adres. U nas będzie jak zwykle: konkrety, testy i wdrożenia wtedy, kiedy będą gotowe.